niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 16: Wyrok na wyjazd ~Samanta~

- Będę w piątek wieczorem- poinformował mnie przez telefon Artur.
- Już o tym mówiłeś…- Odparłam.
Usiadłam na swoim łóżku.
- Odwiozę cię dopiero trzydziestego pierwszego- dodał.- To oznacza, że musisz się spakować na 11 dni.
- Umiem liczyć...- Westchnęłam.- Artur, o co chodzi? Jak sytuacja w domu?
- Atmosfera jest bardzo napięta, Sam- szepnął.- To będą ciężkie święta.
Czego innego miałabym się spodziewać? Jęknęłam.
- Posłuchaj, z Astrą wpadliśmy na taki pomysł: może wolisz na ten czas zamieszkać u nas? Nie u rodziców.
Zatkało mnie.
- To ich pomysł, prawda?- Zapytałam.
- Nie, ale gdy go usłyszeli, bardzo im ulżyło- wyznał.
Nie zareagowałam. Niestety poczułam pod powiekami łzy.
- Okej- mruknęłam.
- Co?- Zdziwił się.
- Okej- powtórzyłam.- I tak całymi dniami będziemy u nich w domu. To wiele nie zmieni...
Ale wiele ułatwi. Artur odetchnął z ulgą. "U nich w domu". Zaskoczyło mnie moje zdystansowanie.
- No to świetnie. Widzimy się w piątek.
- Cześć.
Rozłączyłam się. Jest wtorek. Za trzy dni rozpocznie się koszmar.
***
- Sam, co się stało?- Zagadnęła mnie po kolacji kuzynka, siadając na kanapie.
- Nic, po prostu rozmawiałam z bratem- wyjaśniłam.
Już miałam wracać do pokoju, ale Lau mnie zatrzymała.
- Nie chcesz tam jechać, co?- Zgadła.
- Laura, ja muszę tam jechać- westchnęłam.
- Na pewno nie chcesz jechać ze mną do Paryża?- Upewniła się.- Wszystko da się załatwić.
Pokręciłam głową.
- Niech ci będzie. Ale jak coś się stanie, dzwoń do mnie, wsiadam w samolot i urządzimy sobie święta tutaj- powiedziała.
Ucieszyła mnie ta wizja. Jednak… nie, nie ma szans. Stanęłam na pierwszym stopniu schodów.
- A przez następne dwa dni będziemy chodzić na zakupy z dziewczynami!- Zawołała za mną.- Przecież nie możesz się pokazać w domu przybita!
Uśmiechnęłam się. Może to jeszcze nie wyrok śmierci… Skierowałam się do swojego pokoju. Zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym porobić, gdy mój wzrok spoczął na rzędzie regałów z książkami. Sięgnęłam na najwyższą półkę i moja ręka natrafiła na "Rywalki". Przeczytałam ją już dawno, ale niektóre momenty tak mi się podobały, że postanowiłam ją znów przekartkować. Po jakimś czasie natrafiłam na wejście pewnej bohaterki o imieniu Celeste. Sięgnęłam spod poduszki mój notesik, w który 'zainwestowałam' po tym, jak moja ulubiona kartka do pisania się zapełniła. Wpadłam na pewien pomysł… Zaczęłam pisać tak szybko, że pojawiało się coraz więcej skreśleń. Po kilku godzinach skończyłam opowieść.
Poszłam wziąć prysznic i położyłam się do łóżka. Zasnęłam po kilku minutach.
***
Rano musiałam wstać pół godziny wcześniej, bo wieczorem zapodziałam gdzieś czapkę Mikołaja. Laura wydała nakaz noszenia czapek w tym tygodniu, więc nie mogłam jej zawieść.
W rezultacie, choć udało mi się odnaleźć zgubę, byłam niewyspana.
W liceum pojawiła się jednak w końcu Nita. Trochę zdziwiła ją powaga dziewczyn względem noszenia czapek, ale na szczęście swoją miała w szafce. Wyglądała jednak na jeszcze-nie-do-końca zdrową.
- Nie powinnaś jeszcze dziś zostać w domu?- Zapytałam ją szybko przed lekcją.
- Nie mogę- westchnęła.- Obiecałam Arminowi, że pomogę mu... no, nieważne, ale jeśli on jeszcze raz będzie miał przyjść do mnie, to chyba zwariuję.
- Co się stało?- Zdziwiłam się.
- Później- mruknęła i wskazała głową kręcącą się obok Klementynę.
Udało nam się porozmawiać dopiero po trzeciej lekcji. Ja, Nita, Laura, Violetta i Kim ukryłyśmy się w łazience.
- Co się dzisiaj dzieje z tą Klementyną?- Zastanawiała się Laura.- Cały czas się wokoło nas kręci...
- Najwyraźniej domyśliła się już, że w jej obecności nie będziemy rozmawiać o ważnych rzeczach na kółku dyskusyjnym- uznała Kim.- Można by ją odstraszyć... Gdybyśmy tak powiedziały jakąś fałszywą plotkę w jej obecności... Taką dotyczącą na przykład Amber...
Spojrzałyśmy na nią zaskoczone.
- No co?!- Zdziwiła się.- Wkurzają mnie obie. I obu im się należy.
- Nie, to byłaby... przesada...- Uznałam z uśmiechem.
Nagle drzwi się otworzyły. Rozzłoszczona Rozalia weszła do środka.
- Jakieś wieści, Pretorko?- zapytała Nita.
Dziewczyna usiadła na skraju umywalki i spojrzała po nas.
W końcu powiedziała:
- Ta wstrętna żmija chciała, żebym udzieliła jej wywiadu! Nic się nie dzieje, więc nie ma tematów na artykuły w gazetce!
- Kto? Peggy?- Zapytała moja kuzynka.
Białowłosa pokiwała głową.
- I przekupiła też Klementynę, żeby się dla niej czegoś dowiedziała- dodała.
- A to wstrętne...- mruknęła Kim.
- No, ale u nas i tak się nic nie dzieje...- Zauważyła Rozalia.
Nagle Nita kichnęła. I znowu.
- Właśnie, a co ty tutaj robisz?- Zagadnęła Laura.
Dziewczyna westchnęła.
- Wszystko, żeby tylko nie zostać sama z Arminem.
Spojrzałyśmy na nią poważnie zdziwione, a ona nam wszystko zrelacjonowała.
- A więc... on po prostu ciebie objął?- Zapytała Laura.
Nita kiwnęła głową.
- I poprosił, żebyś mu pomogła... w pracy nad... filmami na YouTube?- Upewniła się Rozalia.
Dziewczyna przytaknęła.
- I powiedział, że jego mama cię lubi?- Dodałam.
- Tak- jęknęła.
- No, dziewczyny, Nita nam się zakochała!- Rozpromieniła się Rozalia.
Wszystkie zaczęłyśmy się obsesyjnie śmiać.
- To nie jest śmieszne! Niech mnie ktoś zabije!
- To urocze- szepnęła Violetta.
- Et tu contra me?
Spojrzałyśmy na Nitę pytająco.
- Po łacinie: „I ty przeciwko mnie?”- wyjaśniła krótko.
Znów wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Nienawidzę was...
***
Po lekcjach udałyśmy się wszystkie do centrum. Laurze udało się przekonać do tego całą naszą paczkę, a nawet Kim i Nitę. Ta druga wciąż się na nas dąsała, gdy któraś cokolwiek wspominała o Armine albo w ogóle o facetach.
- Nita, jesteś dziś nieswoja- uznałam, kiedy udało nam się porozmawiać w cztery oczy.
- Wiem, dobija mnie to- odparła.- Nigdy nie byłam taka... bezradna. Naprawdę, nigdy! Mam tego dość... Powiedz, że jest na to jakiś lek!
Pokręciłam głową.
- Ech...
Nagle między nas wcisnęła się Laura.
- Dziewczyny, bez głupich min, proszę. Mamy się cieszyć podczas zakupów!
Nita przewróciła oczami.
- Widziałam.
Przejście po pięciu pierwszych sklepach zajęło nam ponad półtorej godziny. Rozalia znalazła idealną czarno-białą sukienkę w serca dla Violetty, tęczową o unikalnym kroju dla Laury i bluzę dla Kim, która odmówiła założenia sukni.
- A co z tobą, Roza?- Zapytałam.
- Cóż, ja mam tę sukienkę od Leo, a obiecał mi jeszcze jedną, więc mi się nie opłaca... Ale chętnie pomogę wam!
Potem zaszłyśmy do sklepu Leo, żeby się z nim przywitać. No i jeszcze raz przyjrzeć naszej świetnej wystawie. Następnie Pretorka ogłosiła, że musimy iść jeszcze do 15 sklepów.
Ja, Nita i Kim westchnęłyśmy jednocześnie.
- Mam pomysł, może pójdziemy wypić jakieś koktajle?- Zaproponowałam.
Dziewczyny przytaknęły.
Poszłyśmy kupić sobie po koktajlu. O dziwo, ludzi było pełno, więc musiałyśmy się rozsiąść. Kim, Viol, Roza i Lau usiadły przy jedynym wolnym, małym stoliku. Spojrzałyśmy na siebie z Nitą.
- Może dosiądziemy się do tych dwóch dziewczyn?- zapytała, wskazując dwie nastolatki, wyglądające na nasze rówieśniczki.
Kiwnęłam głową.
- Cześć- przywitała się z nimi Nita- Jestem Nita, a to Sam. Możemy się dosiąść?
- Jasne- odpowiedziała jedna z nich, rudowłosa z intensywnie zielonymi oczami- Nazywam się Cora.
- Roxy- przedstawiła się druga z bardzo jasnymi włosami zakończonymi zielonymi pasemkami.
Wydawały się bardzo życzliwe. Zaczęłyśmy niezobowiązującą rozmowę.
- Wy jesteście ze Słodkiego Amorisa, nie?- Zagadnęła Roxy.
Przytaknęłam.
- My z Empire's Hill. Wysoki poziom, ale okropne towarzystwo- wyjaśniła Cora.- Tam po prostu jest masa gburów i snobów... Ale słyszałam, że u was jest bardzo ciekawie.
- To prawda. W dobrym i złym tego słowa znaczeniu...- odparła Nita.- A gdzie dokładnie jest Empire's Hill? Ja z Sam przeprowadziłyśmy się tu w tym roku.
- Jesteście siostrami?- Zapytała Roxy i się nam przyjrzała, zapewne dostrzegając brak podobieństwa.
- Nie, tak się po prostu złożyło.
Gdy tak o tym pomyślałam, to jednak dziwne, że obie przeprowadziłyśmy się tutaj akurat tego samego lata... Pomimo wszystkiego, co się stało...
- Aha. A więc Empire's Hill...
Cora tłumaczyła nam właśnie położenie szkoły, gdy do naszego stolika podszedł jakiś rudowłosy chłopak.
- Ekhem, Cora, mam was odwieźć do domu czy nie?- Zapytał irytującym tonem.
Dziewczyna spojrzała na niego groźnie i kazała mu jeszcze chwilę poczekać. Dał jej pięć minut.
- Przepraszam, mój starszy brat jest… No, jak mówiłam, u nas ciężko z towarzystwem.
Wymieniłyśmy się wszystkie numerami i pożegnałyśmy. Po chwili przyszły do nas pozostałe dziewczyny.
- To były Roxy i Cora?- Zainteresowała się białowłosa.
Kiwnęłam głową. Jakoś nie dziwiło mnie, że Roza wszystkich zna.
- Hmmm, brat Cory jest mi winien trzydzieści złotych… Załatwię to następnym razem.
Parsknęłam śmiechem.
***
Zdążyłyśmy obejść jeszcze osiem sklepów i kupić z dziewięć koszulek i swetrów, gdy okazało się, że musimy już kończyć. Umówiłyśmy się, że resztę sklepów sprawdzimy jutro.
Z Lau do domu wróciłyśmy jednak dość zmęczone. Miałam już dzisiaj zacząć się pakować, ale byłam zbyt wykończona. Ciężko powiedzieć, co w zakupach tak męczy... ale jednak męczy.
***
Następny dzień minął nam na rozmowach ze wszystkimi, gdzie dokładnie i kiedy wyjeżdżają na święta. Tak samo było na kółku dyskusyjnym. Laura opowiedziała o swoich planach we Francji, Violetta wspomniała, że jedzie z tatą do dziadków, a Kim powiedziała tylko, że zostaje na miejscu i nie rozumie tej hecy. Nita zgodziła się z nią od razu, ale widać było, że i ona miała miejsce, które chciała odwiedzić. Rozalia jedzie z Leo i Lysandrem do ich rodziców. Nie no, zazdroszczę jej.
- A moi rodzice lecą... chyba na jakąś wyspę...- Dodała.
- A co z tobą?- Chciała dowiedzieć się ode mnie Klementyna.
- Jadę do rodziców, ale będę mieszkać u brata i jego narzeczonej- wyjaśniłam krótko.
Dziewczyny zdziwiło to, że nie będę w rodzinnym domu, ale szybko zmieniły temat. Dowiedziałam się, że Armin i Alexy zostają w mieście. Klementyna pochwaliła się, że będzie na weselu starszej siostry. Iris (Co ją tu przywiało?) przez pięć minut paplała tylko o tym, którzy członkowie jej rodziny przyjadą i z jak dalekich miejsc. Na szczęście nie narzucała się. Tak jakby...
Wyszło na to, że wszyscy wracają najpóźniej trzydziestego, żeby móc razem spędzić sylwestra. To trochę dziwne, że my nic nie zaplanowałyśmy. Chociaż...
Kółko trwało dłużej niż zwykle, więc w centrum Roza niezwykle nas pospieszała. Jednak... stanęłam w jednym ze sklepów jak wryta.
- Jest piękna- powiedziała Nita, stając obok mnie.
Patrzyłyśmy na marszczoną jasnoróżową sukienkę z jednym ramiączkiem, długą do ziemi.
- Trochę za długa...- Uznała Rozalia.
Spojrzałam na cenę.
- Raczej za droga- westchnęłam.
Poszłyśmy dalej.
- A tak w ogóle po co nam wszystkim sukienki?- zapytała Kim, która uparcie nie chciała żadnej włożyć.
- No jak to po co?! Na sylwestra!- Krzyknęła Rozalia.
- A mamy coś w planach na sylwestra?- Zdziwiłam się.
- No, jeszcze nie, ale coś się na pewno wymyśli!- Odparła Pretorka. I tym 'pozytywnym' akcentem zakończyłyśmy wspólne chodzenie po sklepach i rozeszłyśmy się do domów.
***
Po powrocie z centrum spakowałam się. To dość dziwne uczucie pakować się, choć tu tak się zadomowiłam. Nie mogę przez to przestać myśleć o tym, co będę robić po liceum. Studia? Małżeństwo? Rodzina? Gdzie zamieszkam? Czym się zajmę?
- Co tam, Sam? Pakujesz się od godziny- powiedziała Laura, wchodząc do mojego pokoju.
- Myślę nad przyszłością- odparłam z niedowierzaniem.
- O rany, już z tobą kiepsko...- mruknęła.
- Laura, co planujesz robić po liceum?- zapytałam.
Kuzynka zaskoczona usiadła przede mną na podłodze. Pomyślała chwilę i oświadczyła:
- Jeszcze nie wiem. Ale rodzice chcą, żebym studiowała ekonomię lub architekturę i pomogła im prowadzić firmę... Jednak nie chcę się stąd wyprowadzać.
- A rodzina?
- Wyglądam ci na obiecującą matkę?- Westchnęła.
- Dlaczego nie? Jesteś odpowiedzialna...
- Przede mną jeszcze pewnie długa droga...- oświadczyła.- A ty o czymś myślałaś?
Pokręciłam głową.
- Poradź się Rozalii- zaproponowała Lau.- Ona wszystko już zaplanowała.
- Wiem.
- Po liceum studia z ekonomii, a w międzyczasie ślub...
-…z Leo- dokończyłam.- Dwoje dzieci, najlepiej chłopiec i dziewczynka, założenie bliźniaczego sklepu Leo...
-…rozbudowanie firmy. Dom...
-…koniecznie z basenem.
Zaczęłyśmy się śmiać. Te plany Roza doskonaliła przez miesiące, ale niedawno zatwierdziła. Nawet Leo się zgodził.
- No cóż, dziwne, że wzięło cię na rozmyślanie o życiu... Może jednak pojedziesz ze mną?- Mruknęła Laura.
- Nie chcę załamywać rodziców- odparłam- ale dzięki za propozycję. Znowu.
Laura uśmiechnęła się.
- Pomóc ci w tym pakowaniu?- Zapytała.
- Dam radę.
Dziewczyna pokiwała w skupieniu głową i wyszła. Ja siedziałam wśród ubrań do północy...
***
Jest źle. Nie wyspałam się. Dzisiaj jadę. A wszyscy wpadli w świąteczny nastrój.
Od razu po wejściu do Amorisa to poczułam. Unoszący się w powietrzu zapach pierniczków. Do mnie i Lau od razu podbiegła Rozalia.
- Dziewczyny! Pierniczki?
Wzięłyśmy od niej po jednym z dość sporego koszyka. Potem odeszła, zauważając kogoś, kogo jeszcze nie poczęstowała. Laura także poszła w swoją stronę, zapewne szukając Kastiela. Podeszłam do stojących niedaleko Nity i bliźniaków.
- Dlaczego Roza pozwoliła nam wziąć tylko po jednym?- Zapytał Armin, ubrany w sweter z reniferem.
- Bo nie jesteś tu jedyny, idioto- odparł Alexy w swetrze z kolei z bałwanem.
Armin wykorzystał ten niefortunny wzór i nazwał brata wiadomym słowem.
- Chłopaki, dajcie spokój, psujecie nastrój- jęknęła Nita.
Nagle w tłumie mignęły mi białe włosy. Roza lata jak...
Zobaczyłam dwukolorowe oczy. To nie Rozalia. Przeprosiłam towarzystwo i podeszłam do Lysandra.
- Cześć- powiedziałam cicho.
- Cześć, Sam- przywitał się.
Niekoniecznie wiedziałam, co powiedzieć. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to...
- Przyszłeś w ostatni dzień przed świętami?- Zapytałam ze śmiechem.
- Dziś jest już piątek?- Zdziwił się.
Zaczęłam się śmiać. Nie wyglądał na obrażonego.
- Słyszałem, że dziś wyjeżdżasz- powiedział w końcu.
- Tak… A ty jutro z Rozą i Leo?
- Zapowiadają się… ciekawe święta- stwierdził.
Uśmiechnęłam się. Brakowało mi go. Niestety zadzwonił dzwonek. Poszliśmy do klasy, ale dzień wydał mi się piękniejszy.
***
Po trzeciej lekcji poszłam z Lysandrem do ogrodu. Było strasznie zimno, ale jak usiedliśmy na ławce, białowłosy mnie objął. Opowiedziałam mu o tym, czego spodziewam się po świętach w domu.
- Ale spędzisz czas z rodziną- zauważył.- Przyda ci się to.
- Racja... A ty nie cieszysz się ze świąt?- Spytałam.
- No cóż, ostatnio dużo chorowałem i raczej nie myślałem o świętach... Ale miło będzie odwiedzić dom.
Westchnęłam. Dom.
- Czym dokładnie jest dom?- Spojrzałam na Lysandra pytająco.
- Miejscem, w którym mieszkamy- odpowiedział.- W którym są nasi najbliżsi, a my czujemy się bezpiecznie.
- A więc gdzie ja jadę? Tam, gdzie spędzę święta nie mieszkam, nie czuję się bezpiecznie, a mojej rodziny już prawie nie znam.
- Dom jest domem- odrzekł chłopak i spojrzał na mnie czule.- Cokolwiek by się nie stało.
Wtuliłam się w niego i westchnęłam. Dom…
***
Artur przyjechał o 19:00.
- Były korki- wyjaśnił i mnie przytulił.
Wcześniej pożegnałam się ze wszystkimi jeszcze w Amorisie. Właściwie to wszyscy się żegnali. Przytuliłam kuzynkę i wsiadłam do samochodu po stronie pasażera.
- No to jedziemy- powiedział Artur.
Może byłam po prostu śpiąca, ale zabrzmiało to jak pytanie. Wyjechaliśmy z miasta. I jechaliśmy dalej. I dalej. I dalej.
- Może się prześpisz- poradził mi brat.
Nie byłam pewna, czy się uda, ale postanowiłam spróbować.
***
Jedziemy. Ktoś po prawej trzyma mnie za prawą dłoń. Artur prowadzi i narzeka na kierowcę czerwonego samochodu przed nami, który przyśpiesza i hamuje, jakby nie mógł się zdecydować, z jaką prędkością jechać.
- Mówię wam, on spowoduje wypadek- mówi pod nosem.
- Nie możesz go wyprzedzić?- Pytam.
- A to wygląda na coś, co da się wyprzedzić?! Z resztą, jakbym go wyprzedził, pewnie wjechał by mi w tył- oświadczył posępnie.
- Optymista od góry do dołu. To widać- śmieje się Ami.
- Cicho bądź.
- A do tego jaki elokwentny!- Dodaję.
Śmiejemy się.
- Bliźniaczki... ech, a wszyscy mówili, że to takie urocze...- Wzdycha Artur.
- Bo jesteśmy urocze!- Krzyczy oburzona Ami.
- Szczególnie jak krzyczycie- oświadcza chłopak.
Oburzone kręcimy głowami i ignorujemy brata. Powoli zaczyna go to denerwować.
- No dobra, dobra! Jesteście urocze, tylko proszę, już tak nie milczcie! Wystarczy, że Astra od jakiegoś czasu się na mnie dąsa.
- Powinieneś się jej oświadczyć- stwierdzam.
- I to od razu- zgadza się Ami.
- Co?! Ech, a mogły się zamknąć...
Wybuchamy śmiechem.
***
Obudziłam się rozproszona. Ta rozmowa wydarzyła się naprawdę. Tylko dlaczego mi się teraz przyśniła? No tak- siedzę w samochodzie.
Tylko... wtedy siedziałam dokładnie w tym samym miejscu. Dlaczego więc czułam, jak ktoś ściska moją rękę, skoro po mojej prawej było puste miejsce?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz